Archiwa tagu: wojsko

SILNI, ZWARCI, GOTOWI

W tym jesteśmy dobrzy. Defilada 15 sierpnia ma przyćmić wszystkie poprzednie. Ma przestraszyć potencjalnego agresora. Ma pokazać nam wszystkim, że jesteśmy silni, zwarci, gotowi.

Jako podatnik, jako Polak mogę się czuć bezpieczny i dumny. Czy na pewno?

Ze wszystkiego co wojsko powinno robić defilady są najłatwiejsze. Są też ostatnią rzeczą jakie wojsko robić powinno. Dopiero wtedy, kiedy wiadomo, że wypełniło wszystkie inne obowiązki. Defilada to wisienka na torcie. Niestety dokładniejsza analiza może pokazać, że jest to wyłącznie wisienka – tortu nikt nie upiekł. Gdzieś w panice zaczyna się mówić o tym, że tort warto mieć, że w przyszłości kupimy rewelacyjny proszek do pieczenia, dzięki któremu będziemy mogli upiec nowoczesny tort.

Większość społeczeństwa i tak będzie patrzyć jedynie na wisienkę czyli defiladę. A przecież to większość się liczy… może nie na polu bitwy, ale przy wyborczej urnie z pewnością…

Tymczasem poza defiladą istnieje rzeczywistość. A ona jest taka, że w wojsku masowo fałszowana jest dokumentacja z ćwiczeń. Ilość oficerów przypadających na szeregowców przypomina sytuację z pamiętnej lektury „Chłopcy z Placu Broni”, gdzie tylko biedny Nemecek nie był dowódcą. Od kilku lat mamy Narodowe Siły Rezerwy… jedynie na papierze. Jednocześnie w Polsce z oddolnej inicjatywy tysiące młodych ludzi działa i szkoli się w organizacjach typu „Strzelec” czy „Legia Akademicka”. Dlaczego borykając się od lat z bezskutecznym tworzeniem NSR nie pomyślano o oparciu się na tych ludziach, którzy o niczym innym nie marzą jak o tym, żeby ktoś ich zagospodarował? Wystarczy profesjonalne szkolenie. Przydzielenie sensownych oficerów. Wpisanie w plany obronne. Co potrafią ochotnicy z wysokim morale widać na Wschodniej Ukrainie po sukcesach tamtejszej Gwardii Narodowej i półprywatnych batalionów ochotniczych. Może zagospodarowanie tych osób nie opłaca się monowskim biurokratom bo… jest mało kosztowne? Co to za interes takie coś, co jest tanie? Tego typu myślenie nie byłoby nowością. A może sensownych oficerów jest za mało bo system promuje tych zwanych BMW (bierny, mierny ale wierny) i mogłoby się okazać, że umieją mniej od młodzieży garnącej się do paramilitarnych organizacji?

Brak chęci do działania nie ogranicza się do NSR. Niedawno znajomy rezerwista – były komandos o wybitnie profesjonalnym profilu – chciał dostać się na rutynowe ćwiczenia rezerwy. „Nie przewidujemy” – usłyszał. Oficerowie, z którymi rozmawiał zasugerowali, żeby ruszył jakieś znajomości jeśli chce poćwiczyć…

W defiladowej retoryce zapominamy o wieloletnich zaniedbaniach najprostszych rzeczy – jak choćby zagospodarowanie emerytów, którzy odchodząc na wczesne emerytury mundurowe znajdują zatrudnienie na całym świecie. Czy ktoś monitoruje co robią byli komandosi, czy funkcjonariusze służb? W kraju, w którym ochrona kontrwywiadowcza jest fikcją (co pokazała afera nagraniowa) zapewne nikt nie ma pojęcia co robią i gdzie są. Mimo, że wielu z nich pewnie by chciała, żeby państwo się nimi interesowało. Nie dotyczy to wyłącznie żołnierzy. W razie konfliktu potrzebne jest zabezpieczenie zaplecza. Odciążyć nasze mikroskopijne wojsko powinna policja. Czemu do dziś nie istnieje rezerwa? Tysiące zdrowych i przeszkolonych byłych funkcjonariuszy doskonale się do tego nadaje (podobnie jak do zabezpieczeń masowych imprez, do których za niewielką opłatą nadawaliby się policyjni ochotnicy –  rezerwiści). Ale czy ktoś wie gdzie są i co robią? Czy ktoś pomyślał nad odpowiednimi zapisami w ustawie O Policji? Czy oni sami wiedzą gdzie się zgłosić w przypadku wojny? Pytania raczej retoryczne dla każdego kto zna mundurowe resorty, masy pułkowników poupychanych po dowództwach, sztabach, ministerstwach. Pułkowników od defilad i definicji. Wszystko „teoretycznie” cytując ministra.

Zaniedbania nie ograniczają się do służb mundurowych. Gazoport lada moment otworzą… Litwini, którzy zaczęli budowę znacznie później niż my. Skąd nasze opóźnienia? Czy dlatego, że gazoport był „be” bo wymyślił go sam przywódca „watahy”, którą należało „dorzynać” a nie kontynuować ich pomysły, wśród których było kilka propaństwowych? Czy dlatego, że buduje (raczej nie buduje) nasz gazoport  włoska spółka bardzo mocno powiązana z kapitałem rosyjskim (jak podaje portal Defence24.pl lada moment może zostać formalnie wykupiona przez Rosjan). Gdzie były służby, że nie zauważyły zagrożenia oczywistego dla dziennikarzy? Można wymieniać dalej – jak choćby lata fikcyjnych działań wokół łupków zniechęcających potencjalnych inwestorów brakiem uregulowań prawnych, a co za tym idzie stałą niepewnością uniemożliwiającą sensowne inwestycje.

Ale co tam łupki, czy gazoport? Co tam ćwiczenia, czy rezerwa? Będziemy mieć defiladę. Może nic się nie stanie… Może Ukraińcy się utrzymają… Może…

UKRAINA – DOPIERO POCZĄTEK?

Wszystko wskazuje na to, że dopiero się zacznie. Siły rosyjskie na granicy przekraczają liczebnie całe ukraińskie siły lądowe. Przed inwazją na resztę kraju Putin mówi „sprawdzam” na Krymie. Po dzisiejszych wydarzeniach jeśli nie będzie zdecydowanej odpowiedzi z Zachodu uzna, że ma zielone światło. A zdecydowanej odpowiedzi ze strony bandy zdziecinniałych tchórzy raczej się nie spodziewam. „Męstwa” współczesnego Europejczyka jest akurat na tyle, żeby porobić wygibasy na kolejnych „manifach” i „narażać się” na froncie walki o znaczenia płciowe poszczególnych słów. Rozumu też zostało mniej więcej na tyle.

Tymczasem reakcja potrzebna jest natychmiast.

Obym się mylił ale coraz bardziej wygląda na to, że Ukraina przepada. Sama bez pomocy militarnej nie ma żadnych szans. Choćby pomocy w nowoczesnym sprzęcie, jeżeli już nie klasycznej pomocy. Tego nikt nie zaryzykuje i Putin o tym wie. O stanie ukraińskiej armii też wie dużo. Z pewnością więcej niż my. Po tylu latach kontroli nad Ukrainą ilość dobrze uplasowanej agentury pozwala mu zapewne mieć informacje na bieżąco z pierwszej ręki.

No chyba, że jednak Zachód coś zrobi. Nawet nie militarnie, ale poprzez dotkliwe sankcje, nie tylko grożenie nimi.

Jeśli padnie Ukraina możemy zacząć czekać na swoją kolej. Znajdą się tacy, którzy będą postulować czekanie połączone z nic nierobieniem. Wierząc nadal w swoją gwarantowaną sojuszami nietykalność. Nie wiem czy tak skrajnie nieodpowiedzialna postawa może obecnie przeważyć nawet u nas. Chociaż na pewno Putin nie szczędzi środków, żeby poglądy tego typu pojawiały się w naszych mediach. Teraz też pewnie nie szczędzi grosza na to, co w żargonie służbowym nazywa się „środkami aktywnymi”. Ostatnie dwa dni to wysyp dziwnych wypowiedzi w prasie na temat zaistniałej sytuacji. Wszystko przebił pewien niemiecki weteran SPD, który oświadczył, że winę za całą sytuacje ponosi… przyjęcie Polski do NATO… bo Rosja czuje się zagrożona. Oczywiście gdyby nie to, Putin z ogromnym entuzjazmem pozostawiłby Ukrainę niezależną prawda?
Przypomnę, że Ukrainie również nietykalność gwarantują sojusze – częściowo z tymi samymi gwarantami co nasi. Nie chcą umierać za Kijów – nie łudźmy się, że będą chcieli za Gdańsk czy Warszawę. Jeszcze gdyby była tarcza, ważne instalacje z dużą ilością amerykańskich żołnierzy – jest szansa, że w razie napadu na nas byliby naszymi zakładnikami, że musieliby nas bronić, żeby bronić siebie. Do dzisiaj pamiętam brednie osób opowiadających, że instalacje obronne to „prowokowanie” Rosji. Zupełnie jak „prowokowanie” Hitlera przerwaną na wniosek aliantów mobilizacją w 1939 roku…

Tymczasem Nasi wpadli w panikę i nagle w ciągu tygodni przyśpieszają łupki, zmieniają plan modernizacji armii, zaczynają mówić że nie jesteśmy bezpieczni, że koncentracja wojsk przy niemieckiej granicy od czasów PRL to przeżytek, może zaczną przyśpieszać ślimaczącą się budowę gazoportu… Publicyści, którzy jeszcze niedawno każdego, kto zwracał uwagę, że kraj za jakiś czas może nie być bezpieczny uważali za paranoika, publikują artykuły o wrogu u bram. Pamiętam jak na moje utyskiwania, że mamy armię niezdolną do obrony terytorium słyszałem zadawane z politowaniem pytania: „a któżby miał nas napadać”, „po co”? Rządzący i ich zwolennicy nagle przestali zauważać przejaw paranoi w widzeniu rosyjskiej polityki jako imperialnej układanki, w której coraz bliżej nam do roli następnego puzzla.
Chwała im za zmianę myślenia. Lecz ciśnie się na usta pytanie – dlaczego dopiero teraz? Przez tyle lat żaden na to nie wpadł? Żadne służby nie działają? A może nikt ich nie słuchał?  Żadni doradcy do spraw bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych nie doradzili, że lepiej coś robić?

To może wpadnijmy na jeszcze jeden innowacyjny pomysł – żeby oczyścić armię i administrację ze złodziei i miernot. Nawet jeśli to są miernoty i złodzieje z „naszej” opcji (gwoli sprawiedliwości – każda opcja ich miała, czasem nawet tych samych). Bo kto ma planować obronę w nowym stylu – czy ci sami urzędnicy w mundurach, którzy jeszcze niedawno chcieli zlikwidować GROM, bo raził w oczy swoją mobilnością i profesjonalizmem? Czy ci urzędnicy w mundurach, którzy siedzą nad formułkami i pokazami zamiast na poligonach? Wtajemniczeni wiedzą, że nawet wśród wyjeżdżających do Afganistanu część stanowili układowcy, którzy nigdy nie wyjeżdżali poza bazy, ani nie pełnili w nich żadnych pożytecznych funkcji, ale trzeba ich było zabrać bo chcieli zarobić i mieli wysoko postawionego wujka. Może czas zmienić również to panowie? Oraz pozbyć się tych którzy kradną przy co drugim (zgodnie ze wskazaniami NIK) państwowym przetargu? W obliczu niebezpieczeństwa to niemal tak niebezpieczne jak współpraca z nieprzyjacielem.
Lepiej późno niż wcale panowie. Jeśli naprawdę zmieniliście myślenie i praktykę to życzę wam sukcesu. Szczerze, choć nie bezinteresownie – od tego zależy również moje bezpieczeństwo.

POŹYTECZNA NAIWNOŚĆ WIECZNIE ŹYWA

Historia lubi się powtarzać. Niestety historia nie jest w modzie, przynajmniej w Europie. Przysłowie Polak mądr po szkodzie spokojnie moźna rozciągnąć na cały kontynent.

Do dzisiaj pamiętam komentarze dorosłych oglądających w Dzienniku Telewizyjnym w dawnych czasach pochody zachodnich pacyfistów protestujących przeciwko doktrynie Regana i rozmieszczaniu rakiet na terenie Europy. Przeciwnicy zbrojeń wtedy już wiedzieli, że w Europę wycelowane są analogiczne rakiety sowieckie . Mogli też wiedzieć gdyby dobrze poszperali, że również jeśli chodzi o broń konwencjonalną są daleko w tyle. Ale co tam grzebać, lepiej iść na manifę. Najłagodniejsze komentarze oglądającyh to wówczas Polaków nie schodziły poniźej „pożytecznych idiotów”. Pożytecznych oczywiście nie dla nas jako społeczeństwa, lecz dla władz państw komunistycznych.

Obecnie, po udostępnieniu kilka lat temu archiwów Układu Warszawskiego przez min.Sikorskiego, wiadomo to, co ludzie myślący podejrzewali od dawna- że Europa uratowana została dzięki doktrynie Reagna, do dziś uważanego za wojennego podzegacza. Trudno się dziwić, że gazety europejskie wstydliwie przemilczały dokumenty. Byli aktywiści pacyfistyczni stanowią sporą część establishmentu a także dziennikarzy. Poza tym co tam historia. Najlepiej nawet w szkołach o niej nie uczyć. Jedynie Putin zareagował furią na ujawnienie materiałów. Widocznie nawet on nie zdaje sobie sprawy ze stopnia naiwności wolnego świata.

 

Minęło trochę lat i jesteśmy coraz bardziej zachodni. Niestety nie tylko w dziedzinach, w których warto, ale w „pożytecznej naiwności” również. W obwodzie kliningradzkim już zainstalowane są rakiety, które mogą zmieść z powierzchni ziemi nas i przy okazji Berlin. Mówienie choćby o tarczy rakietowej wywołuje często uśmiech politowania. Mówienie o nieistniejącej jako realna siła obronna armii też. „A kto nas może napaść? W jakim celu?” Oczywiście pewnie w najbliższym roku nikt. Ale myślenie o państwie nie powinno ograniczać się do roku czy kadencji. Zwłaszcza jak się ma w sąsiedztwie mocarstwo rządzone przez faceta właśnie odbudowującego potęgę i doktrynę niedawnego zaborcy.

Sprawa oczywiście nie dotyczy wyłącznie nas. Ale nas przede wszystkim i jestem przekonany, że w razie czego bredzenia europejskich federalistów, aktywistów, optymistów, postępowców, ideowców etc nic nie pomogą. W razie czego nikt w Europie nie ruszy palcem w bucie, bo po pierwsze nie będzie chciał, po drugie potrafił. A u nas większość mężczyzn nawet nie umie obsługiwać broni. Ameryka, która w minionym wieku kilka razy ratowała Europę, ma ważniejsze sprawy w Azji z zagrożeniem chińskim niż bronienie infantylnych europejczyków. W dodatku jeszcze jeden Obama i będzie podobnie infantylna. Ewentualnie jeden Bush i będzie całkiem znienawidzona…

Historia lubi się powtarzać. Błędy i cena jaką się za nie płaci niestety też.

 

„Człowiek Wielkiej Wiedzy, Honoru i Wspaniałego Serca”

Najpierw myślałem, że to żart. Myślę – znowu jacyś wredni dziennikarze drwią sobie z poważnego premiera na poważnej uczelni. No więc wchodzę na strony mediów z różnych stron politycznej barykady. A tu wszędzie to samo. Premier inauguruje rok akademicki na Akademii Obrony Narodowej. Do tego momentu wszystko wydaje się normalne. Ale nie! Rzeczywiście zostaje odznaczony przez uczelnię tytułem „Człowieka Wielkiej Wiedzy, Honoru i Wspaniałego Serca”.
Patrzę czy nie przespałem zimy i czy nie jest akurat 1 kwietnia. Ale nie. Jak byk październik. Gdyby żyli Bareja i Rybiński pomyślałbym, że zostali zatrudnieni przez uczelnię, żeby podkreślić, że armia co prawda nie jest zdolna do obrony państwa i jest niedofinansowana, ale za to ma poczucie humoru. Tyle, że znając paru wyższych wojskowych na wysokich stanowiskach poza-bojowych, nie bardzo wierzę w ich poczucie humoru. Honoru też nie specjalnie, bo tak absurdalnego lizusostwa ze świecą szukać nawet na ministerialnych korytarzach, a co dopiero na uczelni.

Swoją drogą zastanawiam się dlaczego premier przyjął odznaczenie. Musiał wiedzieć, że je dostanie i się na to zgodzić. A to przecież proszenie się o kpiny.

Jeśli ktoś przygotowuje się na następną akademię to proponuję wymyślić coś jeszcze lepszego. Można rozważyć „Szanownego Przywódcę”, czy „Kochanego Wodza” i inne już sprawdzone w niektórych krajach. Warto poprosić o pomoc specjalistów z ambasady Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Produkcja tytułów jest tam największa na świecie, więc dlaczego nie mieliby eksportować. Choćby do Rembertowa na początek.
Z dawnej Rumunii proponuję zapożyczenie „Geniusza Karpat” – w końcu też mamy Karpaty.

Ech, żałuję, że nie byłem na uroczystości. Na pewno odśpiewano potem „łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu”. Nawet ładnie się komponuje z premierem kojarzonym z boiskiem.
Żeby nie było wątpliwości – popieram w pełnej rozciągłości.
To mówiłem ja – Jarząbek. Liczę na dodatkową gwiazdkę przed terminem ustawowym.

Odmeldowuję się.