Archiwa tagu: VIrunga

Słoń a sprawa kongijska

Kiedy wyjeżdżałem z parku Virunga przeszedł mi drogę słoń. Pomyślałem: zawsze lepiej słoń niż czarny kot. Ale co może oznaczać słoń? Chyba dobrą wróżbę, bo może znaczyć że sytuacja w Virundze rzeczywiście się poprawia. Czyli nie strzelają do wszystkiego co się rusza, zwłaszcza jeśli ma, przedstawiające wymierną czarnorynkową wartość, kły. Wtedy rzeczywiście wydawało się, że idzie ku lepszemu – teraz znowu park ogarnęła wojna.
Nie miałem czasu na zwiedzanie, ale samo rozglądanie się „przy okazji” może zachwycić. Kiedy jadąc na północ od Gomy minie się rozpadające się, nędzne miejscowości, przejedzie ostatnie większe miasto Rutshuru i jego targowe przedmieście Kiwanja, zaczyna się to, czego nie zeszpecił człowiek – afrykańska przyroda.
Droga nie prowadzi przez las. Widać go w tle, podobnie jak sporych rozmiarów góry. Dookoła rozciągają się łąki z niewielkimi skupiskami drzew i sporą ilością małp. Nad parkiem króluje osada Rwindi z resztkami wybudowanego z rozmachem, ale w dobrym guście hotelu – zrujnowanego jak wszystko. Wybite szyby, zdemolowane wnętrza. Park Narodowy Virunga od dawna nie widuje turystów. Mniej więcej od początku wojny czyli od polowy lat dziewięćdziesiątych. Gdyby nie wojna, mógłby zarabiać miliony. Zarabiać mogliby również okoliczni mieszkańcy. Ale przez te wszystkie lata w parku grasowali pospolici bandyci, rebelianci, żołnierze. Oprócz tego, że strzelali do siebie nawzajem, wybijali zwierzęta i wycinali drzewa. W należącym do parku jeziorze Edwarda część gatunków ryb jest już nie do odratowania – wyłowiono wszystkie, łącznie z młodymi, co uniemożliwia reprodukcję gatunku. Przez jezioro łatwo przemycać kłusowniczy urobek do leżącej na jego wschodnim brzegu Ugandy . W drugą stronę broń. Nad jeziorem w czasie mojej wizyty stacjonowało co prawda zgrupowanie marynarki wojennej, ale nie miało ani jednej łodzi. Zresztą właśnie żołnierze należą do największych niszczycieli parku.
Jedyną profesjonalną siłą państwową w regioniebyli strażnicy parku. Trudno się dziwić – pensje płaciła Unia Europejska. Europejscy żołnierze, lub byli żołnierze prowadzili rekrutacje i szkolenia. Ponieważ wojsko pensji zazwyczaj nie dostaje, to jakie jest każdy widzi. Ale kiedy wojsko wycofano z parku na obrzeża i na obszar parku mogli wchodzić jedynie w mieszanych patrolach ze strażnikami zwierzęta odetchnęły z ulgą, a życie fauny i flory powoli zaczęło wracać do normy, aż do momentu pojawienia się nowego rozdziału wojny. Drogę mógł przejść słoń.

Kiedy późnym popołudniem wróciłem do Gomy, przeciął mi drogę prezydent Kabila. Słoń wzbudził we mnie znacznie pozytywniejsze uczucia niż prezydent. Nie tylko dlatego, że nie jechał na sygnale otoczony  ochroniarzami. Również dlatego, że słoń nie jest niczemu winien. Natomiast w przypadku prezydenta zastanawiałem się, co myśli patrząc przez szybę samochodu. Czy widzi związek przyczynowo skutkowy pomiędzy swoją polityką a panującą wokół nędzą? Czy zadaje sobie pytanie dlaczego w potencjalnie jednym z najbogatszych miast świata większość osób nie ma prądu i wody? Dzieci nie chodzą do szkoły, bo nauczyciele od lat nie dostają pensji, więc na pensje muszą się składać rodzice, a wielu na to nie stać? Większość osób nie ma dostępu do podstawowej opieki medycznej? I dlaczego w mieście przez które przechodzą tony minerałów Północnego Kivu, więc z samych opłat powinno przypominać Dubaj, jest niewiele asfaltowych jezdni, a w tak zwanym centrum nocne oświetlenie ogranicza się często do płonących na ulicach ognisk, w których miejscowa ludność pali śmieci, nie wywożone przez nieistniejące służby miejskie?
A może prezydent w ogóle się nad tym nie zastanawia. Może myśli akurat o swojej prywatnej rezydencji na Lazurowym Wybrzeżu? A może oblicza kiedy odleci comiesięczny samolot z gotówką przesyłaną z Kivu do Kinszasy jako prezydencka działka? Może w ogóle nie myśli bo ma władzę, więc po co ma myśleć?
Jakiś czas później natknąłem się na kolejny konwój. Otoczony przez wychudzonych policjantów z… RPG na ramionach. Wyglądało to dość komicznie, bo ewentualny atak mógł nastąpić albo z motocykla albo pieszo, natomiast możliwość ataku przy użyciu czołgu była zerowa. Ale może konwojowany po prostu lubi mieć w otoczeniu broń przeciwpancerną.
Sądząc po rejestracji konwojowanym był gubernator Północnego Kivu. Żeby było zabawniej przechodnie przyłączali się do konwoju i wiwatowali. Zastanawiałem się czy to opłaceni klakierzy, czy jest to po prostu jedna z nielicznych rozrywek i dlatego wiwatują.
W 2009 roku, zgodnie z ustaleniami parlamentarnej komisji śledczej gubernator ukradł z kasy prowincji 50 milionów dolarów. Wtedy nawet prezydent się zdenerwował. Gubernator został wezwany do Kinszasy. Po poważnej rozmowie w cztery oczy pozostał na stanowisku, a ustalenia komisji utajniono.
Ile z 50 milionów dostał prezydent, a ile komisja można obstawiać, ale nie wiadomo. Paluku nadal jest gubernatorem . W końcu to świetny fachowiec – 50 milionów w rok to wynik przynoszący zaszczyt. Drzewiecki i spółka „kręcąca lody” zgodnie z przedwyborczymi obietnicami jednej z posłanek, mogliby przyjechać na szkolenie.
Co do komisji śledczych i skutków ich pracy oraz co do zasłaniania prawdy o przekrętach tajemnicą państwową… hm… tu moglibyśmy się wymienić doświadczeniami.
I jeszcze jedna refleksja. A propos słonia. Słonie to zwierzęta niezwykle inteligentne. Ich inteligencja sięga wręcz abstrakcyjnych pojęć takich jak indywidualna odpowiedzialność. Świadomość często przypisywana jedynie morrisowskiej „nagiej małpie”. Oglądałem kiedyś film pokazujący „śledztwo” przeprowadzane przez słonicę, której młode zostało poturbowane przez słonicę z innego stada i poskarżyło się mamie. Poważnie zdenerwowana mama nie rzuciła się na kogokolwiek z rzeczonego stada. Wąchając „miejsce przestępstwa” i kolejno poszczególne słonie doszła do „sprawcy”. Nie interesowała jej odpowiedzialność zbiorowa. I trudno się oprzeć refleksji, że czasem to elephas maximus powinien tresować homo sapiens.