Archiwa tagu: podsłuchy

ETYKA GLANÓW

Ludzie się zmieniają, to prawda. Czasami na lepsze. Ale owo „czasami” wystarczy, żeby stosować zasadę ograniczonego zaufania do różnych byłych. Do narodowca z Wrocławia otaczającego się obutymi w glany skinheadami. Również do byłych sekretarzy, czy reżimowych dziennikarzy z piosenki Kaczmarskiego „Marsz Intelektualistów”. Nawet jeśli dysponują dobrym piórem i drukowani są w poczytnych tygodnikach. Ale dzisiaj nie o nich tylko o pewnym narodowcu. A właściwie o jego ocenie przez różne autorytety w zależności od tego,  po czyjej stronie kopią jego „glany”.

Kiedyś kopały po stronie niesłusznej. Wtedy reklamowano akcje palenia jego kukieł co wówczas nie raziło i nie było mową nienawiści.  Nasz narodowiec był ksenofobem, homofobem, eurofobem, mordercą polskich lektur. Zacietrzewieni zapomnieli, że jego następczyni zmasakrowała lektury i przy okazji historię w sposób nieporównywalnie gorszy. No, ale była w słusznym rządzie.. . Dobra, znowu dygresja. Do rzeczy.

Potem „faszysta” nagle się zmienił. Odziany w te same „glany”, choć ładniej wyczyszczone, jakąś pastą z europejskimi atestami, zaczął kopać po stronie słusznej. Zapomniano mu lektury, mundurki, Młodzież Wszechpolską, tysiące różnych fobii. Ci co dawniej rozdzierali szaty nad faszystą w rządzie nagle zaczęli jadać z nim obiady, zapraszać na salony. Ostatnio, kiedy zaczął kopać z całych sił i już żadnych wątpliwości nie było, że kopie w stronę jedynie słuszną zaczęto rozważać załatwienie mu posady w rządzie. Widowisko rozkręcało się z takim impetem, że czekałem jedynie na poranek radiowy gdzie jakiś autorytet wytłumaczy, że był wśród skinów Konradem Wallenrodem (jak sam się ostatnio raczył przy innej okazji określić) a w jakimś czasopiśmie doniosą  o jego „coming-oucie”.

Impreza rozkręcona była już tak mocno, że najwyraźniej część z rozkręcających uwierzyła w swoje własne brednie. Czym innym można tłumaczyć  falstart redaktorów, którzy postanowili bronić go na całą Polskę  zanim posłuchali co jest na nagraniach. Sam pomyślałem – jeśli negocjował wstrzymanie książki w imieniu swojego klienta – jego prawo a nawet obowiązek. A tu doba różnicy i kolejne radio Erewań – nie w interesie klienta, tylko żeby go szantażować, przy okazji snując wizję przestępczej spółki wymuszającej dziennikarskimi szantażami kasę od co zamożniejszych obywateli. No i jeszcze ta lista homoseksualistów w polityce…  Panowie redaktorzy – dacie sobie spokój z udowadnianiem, że glany to lakierki? Czy mam się spodziewać artykułu tłumaczącego, że owa lista była po to, żeby homoseksualistów promować? Mnie już nic nie zdziwi. Przecież sondaże spadają, a to usprawiedliwi każdą intelektualną woltę…

Na koniec wyrazy szacunku dla redaktora Żakowskiego – oburzył się. Nie zgadza się z tymi z którymi należy się zgadzać. To oznacza, że nie jest oportunistą lecz naprawdę wierzy w głoszone przez siebie poglądy. Do samych poglądów jest mi bardzo daleko. Niemniej szanuję, że ma jakiekolwiek. Ciekawe czy kiedyś dotrze do niego, że po jego stronie barykady może być w mniejszości…

PRAKTYCZNI MINISTROWIE W TEORETYCZNYM PAŃSTWIE

Aż chce się rozwinąć myśl klasyka: Jaki premier – tacy ministrowie, jacy ministrowie – takie resorty, jakie resorty – takie państwo. Znaczy działające „teoretycznie”, jak to określił szef jednego z kluczowych resortów.
Nie wiem kto i dlaczego akurat teraz „odpalił” aferę podsłuchową. Raczej nie opozycja – ta zrobiłaby to przed wyborami. Czy ktoś akurat teraz ma szczególny interes w zaszkodzeniu rządowi? Czy nagrania sprzed roku były elementem jakichś cichych negocjacji, które nie doprowadziły do skutku zadowalającego posiadacza nagrań? Jak pamiętamy, słynne nagrania Rywina też odleżały swoje zanim zdecydowano się na ich publikację i nigdy nie usłyszeliśmy sensownego wyjaśnienia dlaczego zostały ujawnione tak późno. Niemniej spełniły rolę społecznie pożyteczną ujawniając brudy, w które nikt by inaczej nie uwierzył. Może oprócz garstki „oszołomów”…
Dlatego uważam, że obecne nagrania – mimo, że nie wierzę w szlachetne intencje autorów przecieku – spełnią rolę pożyteczną pokazując to, co dla wnikliwszych i mniej zideologizowanych obserwatorów jest oczywiste od dawna – że w państwie wszystko jest „teoretyczne”. Tylko interesy rządzących są praktyczne.
Zdziwienie uważam za uczucie najmniej uprawnione. No, może zdziwienie, że ktoś dał się nagrać. Sam fakt, że jeden były minister skarży się drugiemu na kontrolę jego lewych interesów i tamten zapewnia go o „zablokowaniu sprawy”? Kogo to może dziwić po sprawie ministra Drzewieckiego układającego na cmentarzu ustawę ze znajomymi przedsiębiorcami, a następnie bronionego zaciekle przez swoją partię z premierem na czele (do dziś pozostaje bezkarny)? Sam Drzewiecki skomentował fakt niepokojenia go  słowami „Polska to dziki kraj”. Tak zgadzam się – w kraju cywilizowanym minister Drzewiecki już by siedział…
Czemu mam być zdziwiony, po aferze Amber Gold, gdzie administracja i służby najpierw umożliwiły lewe interesy, a potem doprowadziły do postawienia zarzutu jednemu mało znaczącemu człowieczkowi dyskretnie omijając wszystkich innych? Po podłożeniu rządowi przez pewnego przedsiębiorcę projektu zmiany ustawy tak, żeby uniknąć odpowiedzialności w sprawie, w której już objęty jest aktem oskarżenia? (patrz http://www.rp.pl/artykul/727823.html?print=tak&p=0). Po przekręcie z numerem 112, który po wyłożeniu ciężkich milionów spowodował jedynie… wydłużenie czasu reagowania służb na wypadki i chaos w powiadamianiu ratunkowym ( http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/117464,jak-minister-miller-wykrecil-numer-112.html )? Wymieniać można długo. Dziwić już się nie należy.
Wróćmy do MSW. Jestem wdzięczny ministrowi Sienkiewiczowi za trafność diagnozy stanu państwa. Ale przypomnę, że za ten stan odpowiedzialni są ludzie na ministerialnych stołkach. Tacy co to dobierają sobie doradców świeżo po maturze. Co pod hasłami walki ze stadionową bandytką organizują konferencje prasowe i kolejne administracyjne twory na poziomie ministerialnym bez żadnych możliwości działania, a jednocześnie dobijają już zranione przez poprzednie ekipy Biuro Wywiadu Kryminalnego. BWK to jedyny do tej pory podmiot, który miał konkretną i realną koncepcję walki z tymi, po których minister „idzie”. Tacy co od dwóch miesięcy pozostawiają bez odpowiedzi prośbę wicepremiera Ukrainy o pomoc Polaków w szkoleniu i reformie ukraińskiej policji tylko dlatego, że przeszło przez ręce funkcjonariusza, którego minister personalnie nie lubi (kopia pisma ukraińskiego w posiadaniu autora). Sabotują w ten sposób politykę zagraniczną własnego rządu… No chyba, że ta polityka zagraniczna też jest „teoretyczna”. Tacy, co bredzą o walce z piratami drogowymi, kiedy podległe im służby ośmieszane są na cały kraj przez jednego bandziora za kierownicą…
Tak Panie Ministrze. Jestem Panu wdzięczny za konstatację co do stanu państwa, w tym Pana resortu. Żałuję jedynie, że na konstatacji się kończy. Będąc na tym stanowisku można było coś naprawić – zamiast psuć to, czego nie zdążyli zepsuć Pana poprzednicy.
Jaki premier, tacy ministrowie – kołacze się stale po głowie. Ciekawe jak odkręci niemiłe wrażenie premier. Postraszy PIS-em? Zmarszczy brwi ( w tym jest dobry) i zdymisjonuje kliku „złych bojarów” ratując image „dobrego cara”? Pogada o piłce nożnej? Może o ustawie antyaborcyjnej i prawach gejów – to zawsze można wyciągnąć, żeby odwrócić uwagę od nagłych problemów? Czy może wymyśli coś nowego, bojąc się, że powtarzana do znudzenia taktyka wreszcie przestanie działać? Nie mogę się doczekać.
Żeby nie było, że jestem nastawiony negatywnie. Jest jeden pozytyw – dzięki aktywnej postawie rządu z MSW na czele jesteśmy zabezpieczeni przed powodziami! W końcu nikt od dawna nie narobił tylu „wałów”.