Archiwa tagu: MSW

OCZKO ODPADŁO… TEMU MISIU

Ale miś lata. Po co jest „nikt nie wie, więc nie zapyta”. Prezes Ochódzki pojechał do kraju zagranicznego. Jego protegowani powalczą o schedę w klubie Tęcza (bez skojarzeń poza tymi filmowymi). Sukces za sukcesem i wszyscy z twarzą przy szafie mówią prawdę o prezesie, bo przecież wszystkim chodzi tylko o dobro klubu.

I tylko oczko odpadło temu misiu…

„Grabarczyk polskiej infrastruktury” w imię jedności klubu Tęcza dostał resort sprawiedliwości. Słusznie – infrastruktura już dostała za swoje i drugi raz takiego wstrząsu mogłaby nie przeżyć. Więc teraz sprawiedliwie po łbie resortowi sprawiedliwości.

Sprawy wewnętrzne dostała katechetka, mająca jednak doskonałe kwalifikacje merytoryczne – jest dobrą znajomą nowej prezesowej. Dzięki temu, że na służbach sie nie zna, nie zepsuje żadnych interesów.  Ma natomiast szansę zupełnie nieświadomie zepsuć to, czego nie zdążyli zepsuć poprzednicy, a po ich „osiągnięciach” w resorcie zadanie to niełatwe.

Naiwni z poza klubu Tęcza, do MSW typowali Marka Biernackiego. Najlepszego po 89 roku ministra spraw wewnętrznych z dużymi zasługami, nieporównywalnymi z żadnym innym ministrem. Ale to takie niebezpieczne. On taki mało prospołeczny… znany z tego, że nie rozumie jak się robi „prawdziwe interesy”, więc „na koniaczek go nie stać”. Mógłby spytać tu i ówdzie po co ten miś i rachunki za misia… Zna się na rzeczy, a to przecież ewidentny brak kwalifikacji. W klubie Tęcza panuje przecież atmosfera wzajemnego zaufania i głupich pytań się nie zadaje.

Bezpośredni poprzednik pani minister w wywiadzie dla RMF sugerował, że będzie nadal doradcą – takim „nieformalnym, który jest ważniejszy niż formalny”. O ile dobrze zrozumiałem wymowę ex-ministra, który, jak sam przyznał, jest „osobą biesiadną”, czemu dał wyraz w wywiadzie dla radia (kto nie wierzy niech sprawdzi w Internecie). Zrozumiałem natomiast, że wszyscy, którzy coś na niego mówili, „będą połykać języki”.

Już się przygotowuję…

Priorytetem jest polityka wschodnia, co zawsze podkreślał prezes Ochódzki. Nowa prezesowa podkreśla to mniej, ale bardziej oryginalnie odpowiadając na pytania o kwestie rosyjsko-ukraińskie, że jest kobietą i będzie miała kobiece podejście (znowu nie żart można sprawdzić). Tymczasem niemieccy policjanci wysłali ekipę instruktorów na Ukrainę. Parę miesięcy temu Ukraińcy prosili o to… Polaków. Ale „biesiadny” minister nie uznał za stosowne się tym zainteresować. Polityka wschodnia, priorytety… ot oczko odpadło… temu misiu.

W trosce o jedność klubu dano posadę głównemu konkurentowi byłego prezesa i obecnej prezesowej. Kiedyś był w MSW. Był dobrym ministrem. Całymi dniami grał ponoć w koszykówkę w sali gimnastycznej sąsiednego budynku ABW (źródło: prcownik MSW). Robotę zostawił fachowcom, więc resort jakoś działał. Brak aktywności lepiej wyszedł resortowi i podległym mu służbom niż aktywność jego następców. Tyle, że teraz dostał MSZ. Tam koszykówka i wysyłanie doradców nie przejdzie. Musi sam spotkać się z rozgrywającymi z całego świata. Tyle, że nie zna języków, co można zaakceptować u wszystkich, tylko nie u ministra spraw zagranicznych. Ktoś ładnie zauważył, że student starający się o praktyki w ambasadzie musi znać ich dwa (angielski i kraju docelowego)… „Good morning… ja tu chcę, my money w wasz bank… verstehen?” Czy możemy liczyć, że Ławrow, czy Kerry odpowiedzą „Dlaczego nie verstehen? Pan usiądzie, się załatwi”. I znów oczko odpadło… temu misiu…

Tyle tych oczek odpadło, że tylko czekać, aż cały miś spadnie do przerębli. Ale co tam, zrobimy „protokół zniszczenia i dostaniemy procent, więc im ten miś droższy tym… stać nas… koniaczku?”.

Klub Tęcza murem za prezesową. „Nieprawda, że dach przecieka, zwłaszcza, że prawie nie pada…”

To mówiłem ja, Jarząbek…  W zeszłym tygodniu nie mówiłem bo byłem chory. Mam zaświadczenie.

 

PRAKTYCZNI MINISTROWIE W TEORETYCZNYM PAŃSTWIE

Aż chce się rozwinąć myśl klasyka: Jaki premier – tacy ministrowie, jacy ministrowie – takie resorty, jakie resorty – takie państwo. Znaczy działające „teoretycznie”, jak to określił szef jednego z kluczowych resortów.
Nie wiem kto i dlaczego akurat teraz „odpalił” aferę podsłuchową. Raczej nie opozycja – ta zrobiłaby to przed wyborami. Czy ktoś akurat teraz ma szczególny interes w zaszkodzeniu rządowi? Czy nagrania sprzed roku były elementem jakichś cichych negocjacji, które nie doprowadziły do skutku zadowalającego posiadacza nagrań? Jak pamiętamy, słynne nagrania Rywina też odleżały swoje zanim zdecydowano się na ich publikację i nigdy nie usłyszeliśmy sensownego wyjaśnienia dlaczego zostały ujawnione tak późno. Niemniej spełniły rolę społecznie pożyteczną ujawniając brudy, w które nikt by inaczej nie uwierzył. Może oprócz garstki „oszołomów”…
Dlatego uważam, że obecne nagrania – mimo, że nie wierzę w szlachetne intencje autorów przecieku – spełnią rolę pożyteczną pokazując to, co dla wnikliwszych i mniej zideologizowanych obserwatorów jest oczywiste od dawna – że w państwie wszystko jest „teoretyczne”. Tylko interesy rządzących są praktyczne.
Zdziwienie uważam za uczucie najmniej uprawnione. No, może zdziwienie, że ktoś dał się nagrać. Sam fakt, że jeden były minister skarży się drugiemu na kontrolę jego lewych interesów i tamten zapewnia go o „zablokowaniu sprawy”? Kogo to może dziwić po sprawie ministra Drzewieckiego układającego na cmentarzu ustawę ze znajomymi przedsiębiorcami, a następnie bronionego zaciekle przez swoją partię z premierem na czele (do dziś pozostaje bezkarny)? Sam Drzewiecki skomentował fakt niepokojenia go  słowami „Polska to dziki kraj”. Tak zgadzam się – w kraju cywilizowanym minister Drzewiecki już by siedział…
Czemu mam być zdziwiony, po aferze Amber Gold, gdzie administracja i służby najpierw umożliwiły lewe interesy, a potem doprowadziły do postawienia zarzutu jednemu mało znaczącemu człowieczkowi dyskretnie omijając wszystkich innych? Po podłożeniu rządowi przez pewnego przedsiębiorcę projektu zmiany ustawy tak, żeby uniknąć odpowiedzialności w sprawie, w której już objęty jest aktem oskarżenia? (patrz http://www.rp.pl/artykul/727823.html?print=tak&p=0). Po przekręcie z numerem 112, który po wyłożeniu ciężkich milionów spowodował jedynie… wydłużenie czasu reagowania służb na wypadki i chaos w powiadamianiu ratunkowym ( http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/117464,jak-minister-miller-wykrecil-numer-112.html )? Wymieniać można długo. Dziwić już się nie należy.
Wróćmy do MSW. Jestem wdzięczny ministrowi Sienkiewiczowi za trafność diagnozy stanu państwa. Ale przypomnę, że za ten stan odpowiedzialni są ludzie na ministerialnych stołkach. Tacy co to dobierają sobie doradców świeżo po maturze. Co pod hasłami walki ze stadionową bandytką organizują konferencje prasowe i kolejne administracyjne twory na poziomie ministerialnym bez żadnych możliwości działania, a jednocześnie dobijają już zranione przez poprzednie ekipy Biuro Wywiadu Kryminalnego. BWK to jedyny do tej pory podmiot, który miał konkretną i realną koncepcję walki z tymi, po których minister „idzie”. Tacy co od dwóch miesięcy pozostawiają bez odpowiedzi prośbę wicepremiera Ukrainy o pomoc Polaków w szkoleniu i reformie ukraińskiej policji tylko dlatego, że przeszło przez ręce funkcjonariusza, którego minister personalnie nie lubi (kopia pisma ukraińskiego w posiadaniu autora). Sabotują w ten sposób politykę zagraniczną własnego rządu… No chyba, że ta polityka zagraniczna też jest „teoretyczna”. Tacy, co bredzą o walce z piratami drogowymi, kiedy podległe im służby ośmieszane są na cały kraj przez jednego bandziora za kierownicą…
Tak Panie Ministrze. Jestem Panu wdzięczny za konstatację co do stanu państwa, w tym Pana resortu. Żałuję jedynie, że na konstatacji się kończy. Będąc na tym stanowisku można było coś naprawić – zamiast psuć to, czego nie zdążyli zepsuć Pana poprzednicy.
Jaki premier, tacy ministrowie – kołacze się stale po głowie. Ciekawe jak odkręci niemiłe wrażenie premier. Postraszy PIS-em? Zmarszczy brwi ( w tym jest dobry) i zdymisjonuje kliku „złych bojarów” ratując image „dobrego cara”? Pogada o piłce nożnej? Może o ustawie antyaborcyjnej i prawach gejów – to zawsze można wyciągnąć, żeby odwrócić uwagę od nagłych problemów? Czy może wymyśli coś nowego, bojąc się, że powtarzana do znudzenia taktyka wreszcie przestanie działać? Nie mogę się doczekać.
Żeby nie było, że jestem nastawiony negatywnie. Jest jeden pozytyw – dzięki aktywnej postawie rządu z MSW na czele jesteśmy zabezpieczeni przed powodziami! W końcu nikt od dawna nie narobił tylu „wałów”.

KARUZELA ABSURDÓW

Z niepokojem patrzę na nadchodzący tydzień. Ostatni był tygodniem absurdów.
Kiedy usłyszałem o nadaniu premierowi tytułu „Człowieka Wielkiej Mądrości, Honoru I Wspaniałego Serca” myślałem, że nikt mnie nie zaskoczy. Udało się to Ministrowi Spraw Wewnętrznych. Druga połowa tygodnia przeszła pod znakiem oburzenia policjantów na swojego zwierzchnika, za wypowiedź na łamach Gazety Wyborczej, że wielu policjantów pochodzi z rodzin patologicznych i dlatego nie radzą sobie z walką z przemocą. Policyjne związki zagroziły pozwem. Minister wydał oświadczenie, że szanuje policjantów, a wypowiedź dla Gazety została zmanipulowana i wyrwana z kontekstu.
Czegoś nie rozumiem – jeśli rzeczywiście tak wrednie zmanipulowano wypowiedź Ministra, to powinien on przede wszystkim zażądać sprostowania na pierwszej stronie Wyborczej i zagrozić jej procesem. Ponadto wpadkę powinny wyłapać służby prasowe MSW zanim zaczął huczeć Internet i policja.
Na wypadek gdyby jednak nic nie zostało zmanipulowane (co wydaje mi się bardziej prawdopodobne) pozwolę sobie zasugerować poszukanie „patologii” gdzieindziej, nie w rodzinach policjantów.
Patologią jest niechybnie dobieranie przez Ministra Spraw Wewnętrznych dwudziestoletnich doradców, choćby najbardziej inteligentnych. Gdyby dobrał nieco starszych, których doświadczenie przewyższa umiejętność rozwiązania testów maturalnych i zabaw Facebookiem pewnie nie byłoby tylu gaf. No i może służby mogłyby lepiej działać.
Patologią jest sytuacja, w której w rodzinnym mieście Ministra w niektórych dzielnicach na noc wyjeżdża jeden radiowóz, bo brak i ludzi i pieniędzy. Ci którzy wyjeżdżają narażając co noc życie nie zwalczą grasujących po nocach z maczetami i sprayami młodocianych bandytów. A bandyci patrząc na to wszystko mogą tylko żartować z tego, że ktoś „po nich idzie”.
Patologią w powyższej sytuacji jest wprowadzanie kolejnych rozwiązań biurokratycznych – od ankiet, którymi chwali się Minister we wzmiankowanym wywiadzie dla Gazety, do kolejnego absurdalnego tworu do walki z kibolami na poziomie Ministerstwa. Zamiast urzędników, którzy i tak nic nie są w stanie zrobić niech państwo przeznaczy te pieniądze na policjantów. Choćby poprzez możliwość ponadplanowych, dodatkowo płatnych służb dla ochotników na zagrożonych osiedlach. To tylko jedno z prostych, lecz wymagających realnych decyzji rozwiązań.
Dwudziestoletni doradcy mogą o tym nie wiedzieć – nie ich wina. Natomiast wina Ministra, że nie wie kogo spytać, skoro sam nie wie jak realnie można poprawić bezpieczeństwo.
Pozostaje życzyć decydentom, żeby wreszcie poszli po rozum do głowy. A policjantom, żeby wreszcie pozwolono im robić coś sensownego, a nie wypełniać kolejne tony sprawozdań, dla kolejnych nikomu nie potrzebnych ministerialnych tworów.