Archiwa tagu: leming

W OBRONIE „LEMINGA”

 Pół roku minęło, od kiedy Robert Mazurek wywołał wojnę o „Leminga”.  Na łamach „Uważam Rze” napisał wówczas tekst, w którym po raz pierwszy użył tego słowa opisując pewien typ wyborcy rządzącej partii. Felieton zdobił satyryczny rysunek Michała Korsunia.   O „Lemingu” nikt by pewnie nie pamiętał gdyby nie reakcja obrażonych, która napędziła pojęciu popularność. Rozliczni zn…ajomi niżej podpisanego oburzali się, obrażali, deklarowali, że są „Lemingami”. Niektórzy nawet zarzucali błąd przyrodniczy – podobno opowieści o lemingach skaczących masowo do morza są bujdą. Jak we wszystkich tego typu przypadkach prawda przyrodnicza nie ma tu znaczenia i posługiwanie się tym argumentem jest zwykłym odwracaniem kota ogonem (zaznaczam, że to przenośnia, gdyby ktoś chciał mi zarzucić, że nie ma kota więc nie może go  odwracać ogonem). W odbiorze społecznym leming to zwierzątko, które wbrew rozsądkowi, biegnąc za liderem popełnia zbiorowe samobójstwo. Po artykule Mazurka „Leming” to określenie mniej więcej takie jak „Moherowy Beret” ale skierowane w drugą stronę. Tylko zdecydowanie mniej obraźliwe, bo nie wyrzucające a priori poza nawias kogoś, kto rzeczywiście używa takiego nakrycia głowy. Skąd nad- reakcja? Skąd oburzenie, którego te same osoby nie przejawiały w przypadku „Moherowych Beretów”? Czy Mazurek pisząc swój tekst zagroził światopoglądowi oburzonych? Metafora „Leminga” jest nośna. Wszak „Leming” może zacząć myśleć i na przykład zastanowić się dlaczego w ciągu ostatnich lat zadłużono Polskę w gierkowskim stylu (też miał Polskę w budowie) o czym od dawna krzyczy prof. Balcerowicz (Balcerowicz nie Kaczyński!). Dlaczego w tym samym czasie przybyło dziesiątki tysięcy urzędników? Dlaczego członek Komisji Śledczej badającej  pisanie ustawy na cmentarzu był de facto adwokatem zamiast sędzią byłego Ministra Sportu i przypadkowo, parę miesięcy później został Ministrem Zdrowia? I dlaczego wylęg rozlicznych afer przypomina złote czasy koalicji SLD-PSL? No i skoro już o złocie mowa, to dlaczego tłumaczenia premiera dotyczące jego syna i afery Amber Gold musi tłumaczyć z kolei jego rzecznik (podobno termin „złota młodzież” nabrał zupełnie nowego znaczenia)? Nota bene również sam rzecznik jakoś dziwnie pozostaje nietykalny, mimo nieprawdziwego oświadczenia majątkowego złożonego pod rygorem odpowiedzialności karnej. „Leming” mógłby zacząć myśleć też o szkołach, choćby przez pryzmat afery w sześciolatkami, czy wycinanej historii i znikających lektur, przy których sławne przesunięcie Gombrowicza za „strasznych czasów” z lektur obowiązkowych do nieobowiązkowych wydaje się niewinną igraszką.   Można tak wyliczać do wieczora. Oburzeni na „Leminga” być może zaczęliby mieć wątpliwości czy rzeczywiście nie zmierzają ku samozagładzie. A to powoduje dyskomfort. Nie lubimy ludzi, którzy powodują dyskomfort. Nawet na kilka metrów przed samobójstwem… Ponadto „Leming” może być skuteczną bronią przeciwników politycznych. Dotychczas jedynym dyskursem kojarzonym z przeciwnikami premiera „który musi” była nabzdyczona mina prezesa Kaczyńskiego dukającego źle dobrane słowa, wiecznie patetycznego. Złośliwy humor zarezerwowany był dla części „oświeconej”. Sam Kaczyński starał się jak mógł, żeby dostarczać tematów kolejnym „Kropkom nad i” czy kabaretom. Wyprane z poczucia humoru „Moherowe Berety” nie były zdolne do żartów z przeciwnika. „Leming” pokazał że można. I to spowodowało panikę. Przyzwyczajeni do wiecznego dworowania z innych, często poniżej granicy dobrego smaku, zapominamy, że z nas też można dworować. I to celnie. Reagujemy w sposób utwierdzający w przekonaniu o trafności żartu, który oczywiście generuje następne jak choćby następujący: Przychodzi „Leming” do weterynarza i mówi „Nie mogę skoczyć do morza, bo mi łapki grzęzną w piasku”- „To niech pan skacze z platformy”. Panie i Panowie –wrzućcie na luz. Śmiech to zdrowie, również z siebie samego. No a czasem warto też pozwolić sobie na refleksję czy rzeczywiście nie biegniemy ku morzu…