Archiwa tagu: konstytucja

KANCIASTY KANT KONTUZJI KONSTYTUCJI

Fajnie było widzieć flagi i ładną pogodę 3 maja. Może inaczej – fajnie BY było, gdyby choć na chwilę nastąpił rozejm w wojnie domowej. Ale nie nastąpił i nie wygląda, żeby miał nastąpić. Nie będę się niczym oburzał.  Również wygwizdaniem na stadionie prezydenta, na którego sam głosowałem. Gdyby nie ekscesy z wygwizdywaniem poprzednika na cmentarzu w rocznicę Powstania Warszawskiego to może bym się oburzył… Zresztą w ogóle nie chce mi się na nic oburzać. Wszyscy się oburzają z prawa i zlewa, w Polsce i za granicą. Zaczyna to być nudne

. Postanowiłem być konstruktywny i wymyśliłem rozwiązanie konfliktu konstytucyjnego w Polsce. Natchnął mnie Ryszard Petru komunikując, że 7 maja opozycja spotka się na marszu broniącym przed PIS… Konstytucji 3 Maja. Sam autor szybko zdjął wpis z Twittera, ale niesłusznie – w tym jest metoda.

Rozwijając pomysł – czemu ma być jedna konstytucja? W końcu miał być pluralizm. Niech będzie ta z 1791 – zarezerwujmy ją dla Nowoczesnej jako dla prekursora nowego polskiego konstytucjonalizmu. Rysiek (a jak wiadomo „wszystkie Ryśki to porządne chłopaki”) będzie jej sobie bronił do spółki z Kijowskim od rana do wieczora a nawet prowadził głodówkę z przerwami jedynie na posiłki.  PIS dostanie kwietniową – silne państwo, silny przywódca. Marcowa zostanie dla PO, a Mała Konstytucja dostanie się Peeselowi jako najmniejszej partii w Parlamencie. Peerelowskie potworki łącznie z Manifestem PKWN rozdzielimy pomiędzy SLD, Razem i ewentualnie partię Zmiana. Pozostaje do rozstrzygnięcia, której z partii lewicowych przypadnie rola „siły przewodniej”. Można pomyśleć, żeby była przechodnia, przy proporcjonalności czasu przydzielenia „przewodniości” do sondaży partii (system proporcjonalny) albo po równo – w końcu to partie socjalistyczne (system nieproporcjonalny ale zgodny z zasadą sprawiedliwości partyjnej i parytetami). Jeszcze Korwinowi przydzielimy Statuty Wiślickie i Konstytucję Nihil Novi, a grupkom „prawdziwych Polaków” z różnych oenerów damy flaszkę i salę bokserską bo z czytaniem i tak mogą mieć problemy, a salę zawsze można nazwać „Konstytucją”.

Taki system będzie w pełni demokratyczny – przecież nie po to walczyliśmy o demokrację, żeby nie można sobie wybrać konstytucji. Nawet Bruksela i Luksemburg powinny to docenić. Nawet prasa zachodnia byle im dobrze wytłumaczyć (bo na razie o sytuacji w Polsce wiedzą tyle co KOD napłakał).  W dodatku każda partia wybierze sobie Trybunał odpowiedni dla swojej konstytucji i wszyscy będą zadowoleni. Zwłaszcza, że wszyscy będą działać zgodnie ze swoją konstytucją, co na pewno każdy ze „swoich” Trybunałów chętnie potwierdzi.

No. Teraz kiedy uratowałem Ojczyznę chwilę odpocznę, kawkę wypije… Może zostanę politykiem?  Poziom już chyba osiągnąłem odpowiedni…

UKRAIŃSKA „WOJNA O KONSTYTUCJĘ”

3 maja 1791 roku tłum warszawiaków wiwatował przyjęcie ustawy zasadniczej.

 

Tłum miał w jej przyjęciu  udział niemal tak ważny jak piszący ją politycy. Bez nacisku tłumu dokumentu zapewne nie przyjęto by w tym dniu. Tłum miał dość fikcyjnego niewydolnego państwa i postawił na swoim. Potencjalni oponenci – ci nieliczni, którzy byli wówczas w stolicy – nie śmieli się odezwać.
Tłum – co nie zdarza się często – wykazał odpowiedzialność za państwo. Państwo, które de facto nie działało, choć istniało na papierze.  Które było bezbronne, choć formalnie miało armię. W którym nie działało prawo, choć formalnie istniały przepisy. Które choć teoretycznie suwerenne nie mogło decydować o sobie – kluczowe decyzje podejmował poseł sąsiedniego mocarstwa.
Konstytucja dawała szansę na zmianę. Na stabilne , reformatorskie rządy, na zbudowanie silnego państwa prawa, które samo będzie decydować o własnych losach.
Tego właśnie nie zdzierżyło sąsiednie mocarstwo. Inwazja, która potem nastąpiła przeszła do historii jako „Wojna o Konstytucję”.
Choć sąsiednie mocarstwo  w swoich  granicach gnębiło wszystkich, a zwłaszcza wszelkiego rodzaju mniejszości, formalnie interweniowało w obronie mniejszości.
Tak przedstawiano to na salonach, a zachodni dyplomaci i intelektualiści przyjmowali absurdalne tłumaczenie to z powodu naiwności, to z przekupstwa.
Właściwie nic dodać nic ująć – tylko daty zmienić i nazwiska. No i słowo „konstytucja” zastąpić jakimś zamiennikiem – bo lud na kijowskim Majdanie i walcząca obecnie o życie Ukraina  nie wprowadzili żadnego dokumentu.
 Poza tym wszystko jest podobne – tłum doprowadza do zmian, które mogą zatrzymać panujący rozkład. Rozkład na każdym kroku – martwe przepisy, ledwo przędząca armia, wszechobecna korupcja, sprawowanie rządów przez ambasadora sąsiedniego mocarstwa.
 Tak jak wtedy sąsiednie mocarstwo nie chce na to pozwolić. Też najeżdża i też rzekomo w obronie mniejszości, choć samo na własnym terytorium praktykuje do potęgi to, co zarzuca swojej ofierze.  Znowu część zachodniej opinii…
Tak. Po ponad dwustu latach Ukraińcy też mają swoją „Wojnę o Konstytucję”.
Oby z szczęśliwszym zakończeniem.