Archiwa tagu: kibole

BUSTAWKA

Chyba żadna grupa kibiców nie zieje do siebie taką nienawiścią jak zwolennicy tych dwóch klubów – Pilskiego Klubu Piłkarskiego i Pilskiego Klubu Sportowego. Wojna pomiędzy zwolennikami PKP i PKS jako jedyna przeniosła  się poza miasto i podzieliła środowisko w całym kraju. Dyskusje i obelgi rzucane w Internecie często przenoszą się na ulice miast. Ściany budynków w zależności od sympatii poszczególnych dzielnic pokrywają napisy typu „Walka wre – PKP”, czy „Mistrzem Jest – PKS”.

„PKP to wykolejeńcy” – rzucił ktoś kiedyś hasło na forum kibiców. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź, bo „PKP działa ekspresowo” – jak twierdzą jego fani. Już za chwilę w czatroomie PKP można było śledzić przygotowania do „sklepania PKS-owi maski”.

– PKP miało pewne problemy, ale wracamy na właściwy tor – mówi mój rozmówca niezrażony ostatnimi niepowodzeniami ligowymi swojego klubu – Zresztą czego nie osiągniemy na boisku, osiągniemy poza nim. Do walki z PKS utworzyliśmy nawet specjalną bojówkę – Samodzielna Ochrona Klubu. Więcej ćwiczą, więcej wciągają. Na bicepsach mają wytatuowane SOK.

Rozmowa odbywa się w pubie WARS. Wszyscy bywalcy mają zniżkę na piwo – bo wszyscy mają kartę kibica PKP. Większość wykupuje karty miesięczne, uprawniające do jeszcze większej zniżki. Tu nie wejdzie nikt postronny. Ja mogę dzięki mojemu rozmówcy. To słynny „Peron”, którego od lat bezskutecznie próbuje zatrzymać policja. Jestem jego gościem, więc jestem bezpieczny. Tutaj wszyscy go szanują. Niektórzy twierdzą, że miał mieć ksywę „Piorun” ale że częściej boksuje niż pisze, to pomylił się kiedy podpisywał jakiś manifest i tak już zostało.

„Peron” tłumaczy mi podstawowe zasady etyki kibiców PKP.

– Przede wszystkim nienawidzisz PKS-u. Jak PKS robi wjazd na naszą dzielnicę, to masz być gotowy. A jak jest mecz wyjazdowy to masz wsiąść do pociągu byle jakiego. Masz nie dbać o bagaż. Masz nie dbać o bilet. W ręku ściskasz kamień, na wszelki wypadek, bo podobno psy też jeżdżą koleją.

Pytam go o „Ikarusa” – legendarnego przywódcę bojówki PKS-u.

– To cienias! – mówi „Peron” udając pewnego siebie ale widać że zaczyna być spięty –  Na obozie kondycyjnym podobno rzęził pod górę. Parował, jakby się w nim woda zagotowała. Z nami nie ma co go porównywać.

Przypominam sobie że podobnie o swoim rywalu wypowiadał się sam „Ikarus” kiedy parę dni wcześniej robiłem z nim wywiad w bastionie PKS-u dyskotece „Stanowisko Pierwsze”.

– Peron to cienias – przekonywał mnie – Całe PKP to cieniasy. Wszyscy po kolei to cieniasy.

Nie to co my! – rozpędzał się coraz bardziej – PKS zawsze na najwyższym biegu! – krzyknął łykając dwie setki wódki na raz.

Chwilę potem nie wyrobił na zakręcie i zasnął pod barem. Zdążył jeszcze powiedzieć, że w czasie najbliższej ustawki po prostu rozjadą PKP.

Ustawka, o której mówił już jutro. Cała Polska kibicuje jednej ze stron. Kanały telewizyjne wykupiły czas reklamowy.

Tylko władze nic nie wiedzą. Najwyraźniej nikt ich nie powiadomił. A telewizji nie mają – MSW oszczędza na abonamencie…

TALIBOWIE

TALIBOWIE

 

W terenowej Toyocie atmosfera była coraz gęstsza. Dwóch polskich dziennikarzy, afgański kierowca i afgański tłumacz mówili bardziej ciałem niż słowami. Pocili się mimo, że grzanie nie działało, a temperatura na zewnątrz nie przekraczała dziesięciu stopni.  Stopy drgały, palce wykonywały nerwowe ruchy to bębniąc o coś to pocierając okolice twarzy. Kierowca zacisnął palce na kierownicy i wydawał się zahipnotyzowany dziurawą, pylastą drogą. Starał się jechać jak najszybciej, jednak stan nawierzchni nieremontowanej od końca lat siedemdziesiątych, rozoranej gąsienicami czołgów, podziurawionej pociskami dział i bombami rzadko pozwalały przekroczyć czterdzieści na godzinę.

Wyprawa od początku była ryzykowna, ale dziennikarze uparli się i dobrze zapłacili. Mieli jednak wrócić przed zmierzchem do Kandaharu i zaszyć się jak wszyscy w dobrze strzeżonej bazie. Nawet w dzień i nawet w środku miasta nie byli bezpieczni. Awaria samochodu i niesolidność ochrony, która pomyliła daty i nie dotarła (czy to przypadek? – zadawali sobie pytanie), spowodowała, że utknęli na bezdrożach najniebezpieczniejszej prowincji kraju bez żadnej ochrony. Kierowcy zajęło kilka godzin naprawianie awarii i teraz udało im się dotrzeć do drogi oznaczonej na mapie szumną nazwą A75 prowadzącej od graniczącego z Pakistańskim Beludżystanem miasteczka Spin Boldak do Kandaharu. Po latach wojen z drogi niewiele jednak zostało.

– Tu nawet w dzień strach jeździć – mruknął tłumacz – kiedy wreszcie znaleźli drogę niewiele różniącą się wizualnie od otaczającej jej pustyni. Trochę bardziej podziurawiona, ale przynajmniej w całości rozminowana.

– Talibowie po zmroku często robią zapory na drodze. Z wami nie mamy szans na przeżycie. Wy też. Śpieszmy się –dodał do kierowcy w języku Paszto.

Kierowcy nie trzeba było tego mówić. Wiedział to tak samo jak tłumacz i coraz bardziej zielony na twarzy dawał z siebie wszystko.

Przejechali dłuższy prosty odcinek i dojechali do zakrętu, na niewielkim wzniesieniu, pod który uszkodzone auto podjeżdżało z trudnością. Wyjechali za zakręt i zastygli z przerażenia. Kierowca zahamował widząc wycelowane w ich stronę karabiny. Droga była zabarykadowana terenowymi samochodami. Próba zawracania nie miała szans powodzenia. Brodaci bojownicy w charakterystycznych dla Talibów obszernych czarnych turbanach dysponowali samochodami w znacznie lepszym stanie niż zdezelowana Toyota. Kierowca zgasił silnik i blady jak papier otworzył okna. Samochód natychmiast został otoczony, przez Talibów. Ich dowódca podszedł do okna od strony pasażera, gdzie siedział tłumacz. Spojrzał groźnie po pasażerach.

Dy kum grup minawale ye? – zapytał. Jego głos nie wróżył podróżnym nic dobrego.

– On pyta – powiedział drżącym głosem tłumacz – za kim
jesteście?

Nastała kłopotliwa cisza.

– Za… Cracovią… – powiedział niepewnie jeden z dziennikarzy.

– To macie szczęście – mruknął dowódca łamaną polszczyzną.

Rzucił bojownikom rozkazy i opuścili broń. Potem znowu zwrócił się do tłumacza w języku pasztuńskim.

– Pan dowódca mówi – powiedział tłumacz znacznie pewniejszym głosem – że da nam eskortę do granic miasta. Twierdzi, że nie jesteśmy tu bezpieczni. Podobno część oddziałów w tej okolicy to kibice Wisły.