Archiwa tagu: Getto

W CZYM PRZESZKADZAJĄ SPRAWIEDLIWI ?

Z coraz większym zdumieniem, powiem więcej, ze smutkiem obserwuję debatę na temat pomnika Sprawiedliwych, który planuje się postawić na terenie byłego Getta w Warszawie.
Sprawiedliwi to jedna z najpiękniejszych kart naszej historii. Holokaust – najstraszniejsza. Sprawiedliwi, jak wszystkie piękne karty są oczywiście mniejszością. Z drugiej strony nawet gdyby był tylko jeden Sprawiedliwy zasługiwałby na pomnik. Najlepiej właśnie tam skąd wynosił z narażeniem życia dzieci skazane przez okupanta na śmierć, gdzie wnosił jedzenie, przemycał dokumenty. Tam gdzie narażał życie albo gdzie ginął, pociągając do grobu swoich najbliższych. Tam gdzie zdał egzamin z człowieczeństwa… Nie, nie z człowieczeństwa. Z człowieczeństwa zdawało się egzamin nie czerpiąc profitów. Żeby w warunkach tej okupacji zostać Sprawiedliwym, trzeba było siły ponadludzkiej i ponadludzkiego bohaterstwa!
Sprawiedliwych było w Polsce niewielu w porównaniu do populacji, owszem. Ale było ich mnóstwo w porównaniu do innych krajów okupowanych przez Niemców, że o samych Niemczech nie wspomnę. Wystarczy wejść do Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie – na murze, gdzie wypisane są nazwiska Sprawiedliwych z podziałem na kraje Polska zajmuje przestrzeń równą wszystkim innym krajom łącznie.
Nie Twoja wrażliwość! – powie ktoś być może. Jesteś Polakiem. Tak. Jestem Polakiem, jak wielu Polaków ze znaczną domieszką krwi żydowskiej, ukraińskiej, niemieckiej, pewnie jakiejś tam jeszcze, o której nawet nie wiem. I czuję się Polakiem, podobnie jak większość moich polskich przyjaciół – w tym tych pochodzenia żydowskiego. Moja historia – odpowiem – i moja wrażliwość. Historia polskich Żydów, to historia mojej ojczyzny, a więc i moja – razem z jej tragicznym finałem, razem ze szmalcownikami (niestety) i razem ze Sprawiedliwymi (na szczęście). Mam więc prawo wypowiedzieć swoje zdanie.
Przeciwnicy pomnika wysuwają dwa podstawowe argumenty. Że to ziemia należąca do tragedii tylko jednego narodu i że będzie to miało wymiar zwiększający sympatię do Polski, a więc promocyjny, a tak nie wypada. Co do pierwszego argumentu powtórzę – czy pomnik strażaka ochotnika idącego na śmierć w pożarze z którego uratował dzieci nie powinien stanąć właśnie na miejscu pogorzeliska? Tam gdzie spoczywają szczątki ich rodziców, których nie zdołał uratować? Czy to zakłóci ich spokój? Czy może raczej spokój współczesnych komentatorów lubiących wydawać czarno-białe sądy? To tragedia narodu żydowskiego. Z tym, że przede wszystkim tej jego części, która stanowiła spory procent polskiego społeczeństwa. Część z nich była po prostu Polakami, a o ich losie przesądziło pochodzenie wypomniane przez oszalałego okupanta, wspomaganego tak przez część policji polskiej jak przez policję żydowską. Czy jest to bardziej tragedia zachodnich przedsiębiorców robiących interesy z Hitlerem, choćby byli Żydami, czy bardziej Karskiego, albo Pileckiego?
Drugi argument również mnie nie przekonuje. Swego czasu, kiedy część znajomych przekonywała mnie, że nie należy przepraszać za Jedwabne, argumentowałem, że jeżeli pozwalam sobie na dumę z bohaterów narodowych, to muszę się wstydzić za to. Ewentualnie wzruszyć ramionami i powiedzieć, że nie mam wspólnego ani z jednymi ani z drugimi. Jednak wybiórczość jest nie do zaakceptowania. Obecnie odwrócę argument – jeżeli wstydzę się za szmalcowników (symbolicznie, bo powodów do wstydu jest niestety znacznie więcej), to mam prawo być dumny ze Sprawiedliwych!
Co więcej – powinienem się starać, żeby dowiedzieli się o nich wszyscy. Bo tak jak dawniej nasze wyobrażenia o bohaterskości i łajdactwie we własnej historii niewspółmiernie eksponowały bohaterstwo, tak opinia zagraniczna o nas niewspółmiernie eksponuje łajdactwo.
Jakiś czas temu zwiedzałem z grupą Amerykanów wspomniane Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Wieczorem przy kolacji jeden z Amerykanów zapytał oskarżycielskim tonem: „To co? Wszystkich pomordowaliście w czasie Holokaustu?”. Nie miało znaczenia, że na zdjęciach kaci mieli niemieckie mundury, a połowa muru z nazwiskami Sprawiedliwych przypadała Polsce. On wiedział swoje, tak jak „wie” ogromna rzesza obcokrajowców. Oni „wiedzą” o „polskich” obozach śmierci i o „tradycyjnym polskim antysemityzmie”. Nie niemieckim, gdzie zapadła decyzja o zagładzie, przeprowadzonej z iście niemiecką dokładnością, nie o francuskim – gdzie do końca wojny polowano na Żydów i pies z kulawą nogą się tym nie interesował, chociaż ryzyko w porównaniu z Polską było żadne, nie o żadnym innym, ale o polskim! Tak, antysemityzm w Polsce istniał, a gdzieniegdzie nadal istnieje, nie przeczę – i staram się z nim walczyć przez całe dorosłe życie. Cała reszta to łagodnie mówiąc uproszczenie – mówiąc dosadniej manipulacja, czy wręcz oszczerstwo.
Obcokrajowcy nie wiedzą o Sprawiedliwych. Nie wiedzą o jedynej w skali europejskiej organizacji jaką była „Żegota”, nie wiedzą o karze śmierci wraz z rodziną za jakąkolwiek pomoc żydowskim współrodakom. Nie wiedzą nawet o warunkach miejscowej okupacji. W niewiedzy utwierdzą ich hollywoodzkie filmy bazujące na stereotypach. Nawet genialny skądinąd obraz Agnieszki Holland musiał się tym stereotypom pokłonić (absurdalna scena kupowania przez Polaków szynki w sklepie mięsnym w czasach gdy przysługiwała im marmolada z buraków na kartki, czy równie absurdalna scena z 44 roku z pogodnymi, dobrze odzianymi polskimi mieszczanami przechadzającymi się się po Lwowie, co musi uderzyć każdego, kto ma pojęcie o warunkach w mieście pod okupacją sowiecką, w dzień po okupacji niemieckiej).
Te dysproporcje pomnik może zaburzyć. Choćby co setny zaczął sobie zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi w materiałach historycznych. Takich naprawdę historycznych, nie biało-czarnych, gdzie jedni są zawsze dobrzy, jedni zawsze źli – jak w Gwiezdnych Wojnach, nie wojnach światowych. To jest chyba najlepsza, pośmiertna nagroda dla Sprawiedliwych.
No chyba, że ktoś uważa, że nie zasługują na nagrodę. Może zaburzają prostotę pojmowania historii…