Z WARSZAWY DO KRAKOWA

Cieszę się gdy mogę dojechać szybko z Warszawy do Krakowa. Cieszę się, gdy pociąg jest czysty i cichy. Choć w kraju od 10 lat będącym członkiem Unii Europejskiej czystość powinna być tak normalna, że niemal niezauważalna. Cieszę się, że jadę pustym niemal pociągiem i mogę wybierać miejsca nie patrząc na to, co mam napisane na bilecie…

No właśnie – przy tym ostatnim mam już mieszane uczucia. Bo puste jest z jakiegoś powodu. Pewnie z tego, że bilet kosztuje 150 złotych, a na jadące 20 minut dłużej TLK tylko 60. Co prawda w ramach promocji Pendolino drastycznie ograniczono ilość kursujących TLK, ale to raczej powoduje tłok w tych ostatnich niż likwiduje pustki w Pendolino.  Bilet jest drogi, bo też inwestycja była droga. Cóż wybrano wg kryterium ceny, jak to w przetargach, tylko z jednym ale. Odnoszę wrażenie, że kierowano się wysokością ceny, a nie jej niskością. Wszak można było kupić polskie pociągi, których jakość nie ustępuje chyba europejskim standardom, skoro kupują je… Niemcy. Na dodatek pieniądze zostałyby w kraju, a rząd dołożyłby sporą cegiełkę do walki z bezrobociem. Kupiliśmy włoskie – droższe ale za to ładnie z włoska brzmiące. Nasuwające skojarzenia nie tylko z włoskim językiem ale również aferami korupcyjnymi, jakie były udziałem producenta. Czy to również aspekt naszego wyboru? To może kiedyś ktoś wyjaśni ale podejrzenia nasuwają się same, bo sensu inwestycji nie widać. Absurdalne tłumaczenie, że „Pendolino może jechać szybciej” raczej wskazuje na maskowanie braku argumentów. Bo NIE MOŻE po polskich torach i jeszcze długo nie będzie mogło.

Natomiast za 150 złotych w jedną stronę (to fakt, że z klimatyzacją, co przy obecnym klimacie jest atutem, który jednak stare polskie ekspresy też miały) mam ładnie wyglądający wagon z najmniej wygodnymi siedzeniami jakie spotkałem w polskich pociągach. Kubełkowe siedzenia wyprofilowane są w pozycję niemal embrionalną ustawiającą plecy w pozycji półkolistej – odwrotnej do naturalnych krzywizn zdrowego kręgosłupa. Jeśli ktoś już i tak z plecami ma problemy, to po ponad dwóch godzinach w Pendolino ich pogorszenie ma gwarantowane. Zwłaszcza jak posiedzi przy komputerze do którego na stolik z siedzenia ciężko sięgnąć nie prostując rąk przy wygiętych jednocześnie w pałąk plecach. Wyciągniętych do komputera, w którym miał nadzieję znaleźć Internet. Ale nie! Za 150 złotych Internetu nie będzie! W zamian za to zainwestowano spore pieniądze w 13 monitorów na wagon, które serwują idiotyczne filmiki bez głosu (na szczęście) i pasjonujące hasła w stylu :”Czy wiesz ilu pasażerów patrzy teraz w monitor?”

Nie wiem proszę państwa i mało mnie to obchodzi. Natomiast zasięg Internetu i komfortowa jazda, w dodatku za mniejsze pieniądze i przy jednoczesnym tworzeniu miejsc pracy w Polsce obchodzi mnie bardzo. Jak pewnie nas wszystkich. Może za wyjątkiem tych, którzy na tej absurdalnej decyzji zarobili.

2 myśli nt. „Z WARSZAWY DO KRAKOWA

  1. Wnuczek

    Będzie strasznie długo i nie do końca po kolei, ale mam nadzieję że nieco rozjaśnię:
    Głównym problemem jest brak spójnej polityki transportowej państwa, której nie udało się wypracować żadnemu rządowi przez ostatnie 25 lat. Nie wykonano badań, które by powiedziały jakich spodziewać się potoków pasażerskich i przewozów towarów w jakich relacjach, oraz jak udrażnianie jednych tras wpływa na inne (czyli na przykład jeśli tory z Krakowa do Katowic ulegają biodegradacji i pociągiem jedzie się koszmarnie powoli, to nie wpływa to tylko na to jak się podróżuje w tej relacji, ale wpływa także na to, że nawet jakby były świetne tory z Rzeszowa do Krakowa, a są niezłe, pasażerowie nie będą chętni do podróży pociągiem z Rzeszowa do Katowic czy powiedzmy do Wrocławia). To oznacza, że w sumie nie za bardzo wiadomo w jakie trasy inwestować priorytetowo – pieniądze unijne na transport są i właśnie kolej za bardzo nie potrafi ich skutecznie wydać. Widać że udało się zbudować sieć autostrad, ale już zabrakło ludzi do zorganizowania prac na kolei.
    Kolejna rzecz, która niesamowicie utrudnia przewozy kolejowe, to brak współpracy pomiędzy przewoźnikami lokalnymi a PKP Intercity, które obsługuje ekspresy wszelkiej maści i TLK. Nie można na jednym bilecie przejechać dajmy na to z Modlina do Wieliczki, bo z Modlina do Warszawy trzeba jechać Kolejami Mazowieckimi, potem z Warszawy do Krakowa – Intercity, a z Krakowa do Wieliczki pociągiem jeszcze innego przewoźnika. Nikt nie patrzy na skomunikowania, każda podróż jest na oddzielnym bilecie (więc sumarycznie wychodzi drożej). Gdyby można było kupić na taką podróż jeden bilet, to nie ma problemów że dwa razy trzeba się przesiąść – w razie czego pociąg poczeka, a jeśli nie poczeka, to przewoźnik i tak ma obowiązek zawieźć mnie na miejsce alternatywnym transportem, mając jeden bilet nie muszę się martwić. Skoro tego nie ma, to pasażer już woli pojechać busem lub własnym samochodem, sumaryczny czas wyjdzie podobny, koszt przejazdu dla dwóch osób już będzie niższy niż pociągiem. Dodatkową ciekawostką jest to, że pociągi TLK w swojej pierwszej odsłonie, jakieś 10 lat temu, były zyskowne, ale po przejęciu połączeń pospiesznych z Przewozów Regionalnych przez Intercity w 2008 roku i przemianowaniu ich na TLK, nagle zaczęły przynosić straty. Oczywiście na pewno nie ma znaczenia fakt, że pociągi jeżdżą o dziwnych porach i w dziwnych odstępach, często w terminach pasujących kolejarzom, ale już nie pasażerom. Zatrzymują się też w dziwnych miejscach, przez wiele lat wszystkie możliwe pociągi zatrzymywały się na stacji Stróże, a nie zatrzymywały się na stacjach większych. Tylko w Stróżach mieszka pan senator Kogut z PiS.. Nikt nie wpadł na pomysł, że gdyby pociągi jeździły regularnie co godzinę przez większość dnia, to pasażerowie dużo chętniej by korzystali z usług kolei – pociąg typu „alibi” (bo coś jednak jeździ) jeżdżący o 4 rano i powiedzmy 14 nie znajdzie pasażerów w dzień powszedni.
    Co do samego Pendolino – przetarg był przygotowywany latami, a w 2008 roku, kiedy w końcu został ogłoszony, żaden z polskich producentów nie potrafił zbudować nawet pociągu częściowo spełniającego wymagania. Tutaj nieco historii przetargu: http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/jak-to-z-kupowaniem-pendolino-bylo,1941647,4199
    W latach 2007-2008 PESA wyprodukowała pojazd Bydgostia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pesa_Bydgostia ), który fotele ma dużo gorsze niż Pendolino, zresztą ciężko rozmawiać o wygodzie jazdy, gdyż z 14 wyprodukowanych egzemplarzy większość stoi pod płotem lokomotywowni Prokocim i oczekuje na naprawę. Pendolino jest niezłym pojazdem, zakupionym przyszłościowo – w odróżnieniu od produktów PESY raczej nie ma obawy że nie przejeżdżą spokojnie 30 lat. Dodatkowo Pendolino jest wielosystemowe, czyli po wygaśnięciu ograniczeń unijnych spokojnie będzie mogło jeździć na przykład do Berlina czy Wiednia. W ciągu następnych kilku lat w końcu może mistrzowie niedasizmu w PKP zainstalują odpowiednie systemy sygnalizacji i sterowania ruchem (fizycznie nie ma żadnych z tym problemów) i Pendolino jeszcze przyspieszy do 220-230 km/h. Więcej po polskich torach bez zmiany systemu zasilania (a to są kolosalne koszty i raczej nikt na istniejących liniach kolejowych tego nie zrobi) się nie pojedzie, ale już za granicą, gdzie mają inny system zasilania spokojnie pojedzie te 250 km/h. Więc pod tym względem to wcale nie jest głupi zakup. Oczywiście pytanie czy Intercity w końcu obudzi się ze swoim marketingiem i systemem sprzedaży (na przykład wprowadzenie rzeczywistego dynamicznego systemu sprzedaży, który działa jak sprzedaż biletów na samolot – im mniej wolnych miejsc tym drożej) to może to Pendolino faktycznie zacznie działać tak jak powinno. Na razie – jest tak jak piszesz.
    Jeszcze wracając do polskich producentów taboru – w ramach perspektywy unijnej 2007-13 ogłoszono przetarg na tzw Pendolino II. Tak naprawdę wymagane parametry są dużo niższe, więc wystarczy zgłosić pociąg podmiejski z lepszymi siedzeniami i mniejszą liczbą drzwi, z prędkością maksymalną 160km/h, a nie 250, bez możliwości wyjazdu takim pojazdem za granicę. Przetargi Intercity ogłosiło dwa, bardzo podobne. Ten wcześniejszy wygrała szwajcarska firma Stadler – w zakładzie w Siedlcach buduje się właśnie 20 pociągów Flirt, z aluminiowym lekkim pudłem. Drugi przetarg ogłoszono później, Szwajcarzy powiedzieli że oni w tak krótkim czasie nie zrobią pociągów, więc zgłosiła się tylko PESA z pociągiem Dart, istniejącym podczas przetargu tylko w postaci projektu. W tej chwili PESA zawala wszystkie terminy, podobno konstrukcja stalowa pociągu okazała się zbyt ciężka w porównaniu z wymaganiami, więc będzie wyglądał karykaturalnie bez osłon podwozia, żeby tylko był lżejszy. Że będzie głośniejszy i brzydszy – nieważne. Być może uda się coś dostarczyć do końca grudnia, tak żeby rozliczyć wszystko w perspektywie unijnej, ale oczywiście nikt nie wie jak to będzie wszystko jeździć i jak często będzie się psuć, czy nie powtórzy losu Bydgostii, które to pociągi, jak pisałem wcześniej, stoją w Prokocimiu i czekają na naprawę. Wygląda że jak zwykle ktoś zamówił coś w ostatniej chwili, mając nadzieję że jakoś to będzie. Obawiam się że długofalowy koszt zakupu i eksploatacji Flirta będzie najniższy, następne będzie Pendolino, a pojazdy PESY skończą jako pojazdy jednorazowe, gdzie naprawa okaże się nieopłacalna.

    Odpowiedz
  2. Pablo

    Jeżdżę co tydzień pendo w srody lub czwartki po 8 lub po 10-tej do i w piątki lub soboty z Warszawy. Wolnych miejsc do jest kilka, z brak. Cena na 2 tyg. przed 49 pln. Dziękuję.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *