KAZIMIERZ Z UGANDY

Ulubione miejsce w Kampali znalazłem przypadkiem .
Naprzeciwko amerykańskiego centrum rekreacyjnego ARA, w niecentralnej, niezbyt zamożnej dzielnicy stoi piętrowy pawilon z salonem fryzjerskim i sklepikami. Na piętrze wypatrzyłem kawiarnię. Jeszcze nieczynna – właściciele wykańczają wnętrze i wkrótce otwierają. Skoro jednak przyszedłem, zaprosili mnie do środka i posadzili w wykończonym pomieszczeniu.

Urządzone ze smakiem z elementami afrykańskimi, lecz eksponowanymi nie nachalnie, wnętrze w stylu retro. Jeden z właścicieli ,jak się okazało ma również firmę designerską. Nastrój trochę jak na krakowskim Kazimierzu z okresu przed komercyjnego. Muzyka klasyczna, docelowo ma być puszczana na przemian z jazzem.
Dostałem herbatę z czymś słodkim. Kawiarnia jeszcze nie działa, więc… nie
mogłem zapłacić. Byłem gościem. Nie jedynym. Koło mnie siedział znajomy właścicieli i degustował kawę. Niespełna trzydziestoletni właściciel dobrze prosperującej firmy – miłośnik Beethovena i historii. Drugie z jego zainteresowań pozwoliło mi na przejście przyspieszonego kursu kultury i historii królestwa Mugandy – jednego z kilku królestw na terenie obecnej Ugandy, od którego zapożyczyła nazwę. Zarazem największego z ugandyjskich królestw, którego plemię liczy prawie 8 milionów ludzi.
Uganda podzielona jest na królestwa i „wodzostwa” (chiefdoms). Królowie i wodzowie nie mają władzy politycznej, mają jednak spore znaczenie społeczne i kulturalne. Królowie zarządzają częścią szpitali i szkół. Przy pomocy ministrów i parlamentów dbają o zachowanie kultury i o swoją społeczność. W okresie strasznej dyktatury Idi Amina królestwa były zabronione. Zresztą król Mugande ewakuował się z pałacu już w 1966 roku, po szturmie sił prezydenta Obote, obalonego potem przez wspomnianego Idi Amina – szefa armii, naturalizowanego w Ugandzie Sudańczyka. Król uciekinier dotarł do Wielkiej Brytanii, gdzie po jakimś czasie wysłannicy dyktatora otruli go.
Dziewiętnastowieczny pałac został całkowicie zniszczony i w jego miejscu zbudowano koszary. Obote zniszczył też kawalkadę Rolls-Royce-ów i Bentleyów podarowaną wcześniej królowi Mugande przez królową brytyjską. Ich resztki można dzisiaj oglądać koło odbudowanego pałacu.
Obote, który pochodził z północy, twierdził ponoć, że dobry Mugande to martwy Mugande i masowo ich zabijał. Wielu fałszowało swoją tożsamość, żeby uniknąć śmierci. Inni emigrowali.
Amin był nastawiony mniej nacjonalistycznie. Mordował wszystkich bez rozróżnienia przynależności etnicznej. Można powiedzieć, że „postępowiec” – podobnie jak komuniści uznający internacjonalistyczne równouprawnienie w doborze ofiar. Taki ugandyjski Che Guevara – aż dziwne, że postępowa młodzież zachodnia nie drukuje go jeszcze na koszulkach.
Za Amina najbardziej zagrożone były osoby wyglądające na silne i na wykształcone. Najwyraźniej nie lubił intelektualistów i sportowców. Koło pałacu można zobaczyć bunkier z tego okresu. Dyktator zrobił tam katownię. W betonowych wnękach trzymano nieszczęśników. Gdy było ich za dużo, wyciągano ich na korytarz, napełniony wodą do wysokości łydek. Następnie oprawcy przełączali kontakt doprowadzający do wody prąd. Ciała wyrzucano do jeziora Wiktoria i do Nilu w miejsca gdzie żyły krokodyle. Dzięki temu nigdy nie dowiedziano się ile osób zamordowano.
To na szczęście historia. Obecnie na wzgórzu znajduje się odbudowany pałac. Na przeciwległym wzgórzu widać parlament królestwa będący ponoć instytucją znaną w królestwie od setek lat. Droga łącząca oba budynki nosi nazwę „Kabaka Anjkagda”, co oznacza „Król Mnie Kocha”. Wysadzana jest 52 drzewami symbolizującymi 52 klany plemienia Mugande. Większość klanów nosi nazwy zwierząt. Tych zwierząt nie mogą jeść. O ile w wypadku klanu Leoparda nie jest to trudne, o tyle klan Krowy ma już problem. Sprawę rozwiązano w ten sposób, że można sobie znaleźć zwierzę zastępcze do nie jedzenia. Np. żabę.
Klany pełnią określone funkcje na dworze. Np. tylko Lwy mogą otwierać królewską bramę w pałacu. A tylko Mamby (rodzaj ryby) mogą pałac sprzątać.
Natomiast każdy klan może dochrapać się króla. Według miejscowego zwyczaju królewską koronę dziedziczy syn. Jednak przynależność klanowa dziedziczona jest po matce. Król nie może poślubić kobiety z klanu swojej matki, dzięki czemu przy każdym dziedziczeniu, korona przechodzi w ręce innego klanu.
Każdy Mugande powinien jak najlepiej znać swoje drzewo genealogiczne, którego opisywanie określa się mianem chodzenia jak Mugande (taambula mga o Muganda). Na czubku drzewa znajdują się legendarni przodkowie sprzed około sześciuset lat – król Kindu i królowa Nambi. W dawnych czasach, dzięki pytaniu o drzewo genealogiczne, wykrywano osoby podszywające się pod Mugande.

Trzy inne wzgórza naprzeciwko pałacu zwieńczone są budowlami należącymi do trzech wyznań poddanych króla – muzułmanów, katolików i protestantów. Przybycie chrześcijan wiąże się z listem jaki w 1875 roku król Mugande wysłał do królowej brytyjskiej. Prosił w nim o przysłanie misjonarzy w celu edukowania niepiśmiennych wówczas poddanych. Już w 1887 roku doszło do pierwszej wojny religijnej – między katolikami a protestantami. Jej wybuch przerwał prace nad sztucznym jeziorem, które Mugandyjczycy wykopali w okolicy pałacu. W zamyśle miało zostać połączone kanałem z oddalonym o 4,5 mili jeziorem Wiktoria i służyć jako droga ewakuacyjna. Wojna trwała 3 lata – do 1890 roku. Jezioro istnieje do dzisiaj, jednak kanału już nie zbudowano.
Pod wpływem opowieści mojego rozmówcy postanowiłem zwiedzić wzgórze pałacowe. Właściciel kawiarni przyniósł kluczyki od samochodu i zaproponował, że jego kolega zawiezie mnie tam i oprowadzi.
Bezpłatnie – żeby zrobić cudzoziemcowi przyjemność.
Moi gospodarze również nauczyli się czegoś egzotycznego. Powiedziałem jak podoba mi się nietypowa aranżacja wnętrza. Wspomniałem przy okazji, że atmosferą przypomina mi moje miasto, a szczególnie jedną dzielnicę.
– Naprawdę? – zdziwili się – U was też wymyślają coś w tym stylu? Jak nazywa się dzielnica?
– Kazimierz – powiedziałem.
– To w takim razie ta sala, dla której nie wymyśliliśmy jeszcze nazwy będzie się nazywać „Casimir” – zawyrokował właściciel lokalu.

I jak tu nie tęsknić za Kampalą?

6 myśli w temacie “KAZIMIERZ Z UGANDY

    1. ~Łukasz

      A co w tym dziwnego, że jest propaganda antykomunistyczna? Myślę, że jako Polak sam wiesz, że komunistów należy tępić.

      Odpowiedz
  1. ~kosmos

    Nie ma czegoś takiego jak Królestwo Mugandy. Ten twór nazywa się Buganda, a tytuł jego władcy to Kabaka.
    Mugandyjczycy to tylko jedno z plemion wchodzących w skład tego historycznego tworu państwowego.
    Obecny władca to już numer 36.

    Odpowiedz
  2. ~Jełop wioskowy

    Mnie bardzo się spodobało, jak onet stworzył tytuł/nagłówek dla tego artykułu na swojej głównej stronie – na podstawie jednego zdania, które wspomina o okrucieństwie wobec więźniów, a naprawdę z tematem opowieści ma niewiele wspólnego.

    Odpowiedz
  3. ~kulfon

    Zdaje się, że Muganda to l. poj. znaczenie – człowiek, a Buganda to l. mnoga, znaczenie – ludzie w języku Luganda, ale nie jestem specjalistą

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *